Oh, Mon Dieu, czyli mission impossible znalezienia pracy we Francji.

Francja, a praca.

To ciężki temat.

Robiłam pewne rozeznania w tym temacie i okazało się, że prawie 10 % społeczeństwa w skali całego kraju jest bez pracy.

Niedobrze – pomyślałam.

Potem zajęłam się googlowaniem statystyk z mojego regionu i aż złapałam się za głowę krzycząc ‘Mon Dieu”. Poza wewnętrzną dumą, że reaguję jak prawdziwa Francuzka reszta skojarzeń była… zgoła inna. Oscylowały one gdzieś pomiędzy: „Już do końca życia będę siedzieć w domu !”, a: „Za jakie grzechy?”.

Okazało się, że Auvergne jest najbiedniejszym regionem w całym kraju. Wiedzą o tym też francuzi wyludniając ją już od końca XVIII wieku. Ci, którzy tutaj zostali to samobójczy patrioci lokalni, ale jak wiadomo, Francuz ze swojego miasta nie lubi się ruszać i na 99% się nie ruszy, chyba, że owe miasto dotknie jakiś kataklizm typu tsunami. Jako, że we Francji tsunami nie ma, Francuzi się nie przeprowadzają. Brak pracy widocznie nie jest wystarczającą motywacją.

Auvergne poza byciem najbiedniejszym regionem żyje też głownie z rolnictwa. Próżno tutaj szukać wielkich, znanych atrakcji turystycznych. Jest wulkaniczny szczyt Puy-De-Dome (najwyższy w regionie), park wulkanów Owernii, kilka uzdrowisk typu Vichy, ale daleko temu wszystkiemu do pogody Lazurowego Wybrzeża, która sama w sobie jest atrakcją, czy wieży Eiffela. W związku z powyższym – turystów brak.

Ta odkrycie tylko pogłębiło moje załamanie. Zupełnie przypadkiem kończyłam bowiem turystykę. Nie jestem z tego faktu specjalnie dumna, ale pewnie gdyby nie te studia w ogóle nie zaniosłoby mnie do Francji, ani do innych miejsc, w których przelotnie mieszkałam tudzież do których podróżowałam. Studia zmieniły mój sposób postrzegania świata i za to jestem im wdzięczna. Dzięki nim zawsze wierzyłam, że poradzę sobie wszędzie. Czyżby pobyt we Francji miał to zwerifykować?

Secundo, nie ma turystów, nie ma zapotrzebowania na ludzi z językami. Zupełnie przypadkiem… języki to moja pasja. Długo zanim zaczęłam realizować plan nauki francuskiego uczyłam się angielskiego, hiszpańskiego i włoskiego. A że robiłam to długo i skutecznie (hiszpański nawet studiowałam przez 3 lata, zanim odkryłam, że wolę żywy język niż wkuwanie gramatyki historycznej i te studia to nie dla mnie) dzisiaj jestem w stanie się nimi posługiwać lepiej niż francuskim ! Myślałam, że będzie to atut, że ktoś mi powie: pal licho francuski, mówisz po angielsku, hiszpańsku, włosku, chodź, popracujesz u nas. Niestety, nikt taki jeszcze się nie zjawił.  Dla kontrastu – w Polsce było to całkiem realne. Przez ostatnie 1,5 roku pracowałam w korporacji w Łodzi. Z hiszpańskim i angielskim, obsługując klientów z całej Ameryki Południowej, Hiszpanii, Wysp Brytyjskich, Australii i USA. Oprócz mnie było tam dużo Hiszpanów i Włochów. Którzy nie potrafili wykrztusić ani słowa po polsku. A mimo to mieli pracę i niejednokrotnie zarabiali więcej niż ja, jako że byli native’ami. Wystarczył im angielski plus… hiszpański lub włoski, w zależności od narodowości. Cała korespondencja i rozmowy w firmie i tak były prowadzone po angielsku, więc nikt nie wymagał od nich żeby mówili po polsku.

Tutaj… byłoby to nie do pomyślenia. Francja jest ostoją… francuskości. Myślę, że nawet w korporacjach wymagają francuskiego i to na dobrym poziomie. I tak bardzo jak mi to nie w smak – podoba mi się to. Uważam, że tak powinien zachowywać się każdy ‘szanujący się’ kraj. Bronić resztek własnej kultury, a nie wpuszczać do siebie nieograniczone hordy obcokrajowców, nie umiejące się dogadać i jeszcze ich gloryfikować. Chcesz tu pracować, mów po polsku, tak miałam ochotę powiedzieć moim byłym kolegom z pracy. Dlatego będąc tutaj nie oburzam się, że przy 15 % bezrobocia w Auvergne prędzej pracę dostanie Francuz, niż ja. W końcu to jego kraj, dużo bardziej niż mój.

W związku z powyższym,póki nie jestem zatrudniona, całymi dniami kiedy mąż zarabia na jedną pensję z której póki co musimy się utrzymać siedzę z nosem w książkach językowych.

Nie popadam w marazm, nie rozpaczam, staram się przekuć moją lekką frustrację w coś pozytywnego. Uważam zresztą, że do całej francuskiej machiny biurokracyjnej trzeba podchodzić z lekkim dystansem i pogodą ducha.

List motywacyjny na stanowisko „pomywacza”? Dobrze, czemu nie.

Oto odpowiedni tok rozumowania i jedyny sposób zachowania zdrowych zmysłów.

Ciekawą rzeczą, którą można tutaj odkryć jest właśnie to, że na każde stanowisko jest wymagany list motywacyjny. Suche CV nie przejdzie. Mało tego, listy te niejednokrotnie pisane są odręcznie i wysyłane pocztą. Niby XXI wiek, a tutaj takie archaiki? Otóż we Francji uważa się, że takie listy oznaczają, że… kandydatowi bardziej zależy na pracy. Napisane odręcznie, pięknie wykaligrafowany, to znak dla pracodawcy, że taki pracownik będzie rozsądny, odpowiedzialny i skrupulatny.

Kto wie, może kiedy moja desperacja przybierze odpowiednie rozmiary sama zacznę kaligrafować listy?

Póki co siedzę na wszystkich możliwych portalach i szukam czegokolwiek z hiszpańskim, angielskim i polskim. Tak, po pierwsze wierzę, że są kraje, gdzie za polski będą mi płacili (zwłaszcza, że we Francji jest dużo firm, które mają kontakty handlowe z Polską, a więc są i potrzebni ludzie do załatwiania tego i owego z polskimi przewoźnikami), poza tym, najbardziej na świecie chciałabym pracować właśnie z językami. W Polsce wystarczyło wklepać „język hiszpański” w wyszukiwarkę pracuj.pl i w samej Łodzi wyskakiwało mi ponad 30 ofert (mimo, że kryzys i bezrobocie nawet większy niż w innych dużych miastach Polski). Zdaje sobie oczywiście sprawę, że Łódź ma ponad 700 tysięcy mieszkańców, a Clermont-Ferrand tylko 140, ale liczę, że chociaż jedna kilka „firemek” się znajdzie. Na pewno głównym organem zatrudniającym jest tutaj Michelin (podobno pracuje tutaj 80% mieszkańców) i jednocześnie to tam jest największa potrzeba zatrudniania ludzi z językami. Niestety, we Francji potrzeba dyplomu do wszystkiego. Oferta w Michelin, która wydawała się skrojona pode mnie (hiszpański, angielski, włoski i polski!) była skierowana do absolwenta logistyki. Przez chwilę rozważałam udawanie, że mój dyplom z turystyki jest z logistyki (w końcu oba słowa kończą się na –styka), a ja przez wyraźne zrządzenie losu mam dyplomy tylko po polsku (nie chciałam wydawać pieniędzy na ich tłumaczenia przysięgłe, żeby potem nie odkryć, że i tak do niczego mi one niepotrzebne), ale wolałam nie ryzykować.

Kandydaturę spontaniczną i tak wysłałam, ale zupełnie realistycznie nie liczę na jakiś specjalny odzew. Chociaż może?

No cóż, jeśli nie… wrócę do początków mojej świetlanej kariery, wykorzystam bogate międzynarodowe doświadczenie zdobyte podczas praktyk studenckich w co najmniej 3 różnych krajach i rozejrzę się za… kelnerowaniem. Może chociaż tam będą mnie chcieli.

keep-calm-and-give-me-a-job

  3 comments for “Oh, Mon Dieu, czyli mission impossible znalezienia pracy we Francji.

  1. 25 lipca 2015 o 16:31

    Ach, jak ja Cię rozumiem! Mieszkam we Francji od 3, 5 roku i nadal nie mam stałej pracy… Różne rzeczy już słyszałam; różne rzeczy widziałam, ale wiem jedno: znajomość języka francuskiego w tym kraju, to podstawa jeżeli chce się znaleźć pracę. Trzymam za Ciebie mocno kciuki i jestem pewna, że znajomość tak dużej ilości języków, w których mówisz + ciągła nauka francuskiego przyniosą efekty :)

    Pozdrawiam serdecznie z Dijon i czekam na nowe posty na Twoim blogu!

    • Alexandra
      27 lipca 2015 o 12:31

      mam nadzieję, że masz rację ! :D może nie powinnam narzekać po niecałych 2 miesiącach… ale aż człowieka skręca, bo to niby UE, a jednak… w walcje z biurokracją czuje się człowiek taki bezsilny, zdając sobie sprawę, że pewnych wymagań się po prostu ot tak, nie przeskoczy, mimo silnej motywacji… pozdrawiam z Clermont-Fd :) a jak tam Dijon, czy duże miasto = więcej możliwości?

      • 4 września 2015 o 11:34

        Alexandro, dopiero dziś zobaczyłam, że odpowiedziałaś na komentarz. Większe miasto na pewno oznacza większe możliwości, aczkolwiek biurokracja we Francji jest wszędzie taka sama ;) Powodzenia i pozdrawiam serdecznie z Dijon :)

Odpowiedz na „~Madeleined84Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *