Pierwsze koty za płoty, czyli une rétrospective après 2 mois et demi

Lato powoli chyli się ku końcowi skłaniając do refleksji. Jak ocenić te ponad 2 miesiące? Czy jest tak, jak się spodziewałam? Lepiej? A może gorzej? To trudne pytania, ponieważ staram się nie oceniać naszej emigracji w tych kategoriach. Już dawno nauczyłam się nie ‘oczekiwać’ w zasadzie niczego szczególnego po tego typu ‘przedsięwzięciach’, jak wyjazdy, wymiany studenckie, staże, czy wreszcie wyjazd na (oby!) stałe za granicę.

Po pierwsze, ciężko oczekiwać czegoś szczególnego i na cokolwiek się nastawiać. Zawsze będzie zupełnie inaczej niż sobie wymyśliliśmy. To pewnik. Jak w cytacie Williama Shakespeare: ‘Życie nie jest ani gorsze ani lepsze od naszych marzeń. Jest tylko zupełnie inne”.  Słowo ‘życie’ można dowolnie zastąpić słowem emigracja’ i również otrzyma się prawdę objawioną.

W związku z tym, ja, przed wyjazdem, chciałam, zupełnie naiwnie, żeby nam się po prostu ułożyło.

Czy gdybym wiedziała, co mnie czeka, przynajmniej do tego konkretnego momentu, zdecydowałabym się na takie przewrócenie życia do góry nogami?

Zdecydowanie !

Co daje nam emigracja? Wiele. I mogę to powiedzieć, już teraz mimo, że jestem we Francji dopiero 2,5 miesiąca.

Emigracja otwiera Cię na świat. Czyni cię ciekawym. Wychodzisz ze swojej ‘comfort zone’. Poznajesz nowych ludzi, nowe miejsca, uczysz się nowych zwyczajów. Nabywasz otwartości. Przestajesz się bać. Wymyślasz siebie od nowa. Zaczynasz od nowa. Możesz być kim i jaki chcesz. To wspaniałe uczucie. Nieważne, ile masz lat, emigracja sprawia, że zaczynasz od nowa, w nowym miejscu, z nowymi ludźmi. Tworzysz sieć kontaktów i tylko od Ciebie zależy, jaka ona będzie. Tęsknisz za tym, co znasz, co zostawiłeś za sobą, ale to czyni Cię tylko trochę nostalgicznym i bardziej sprzyja tylko temu, że doceniasz to, co miałeś niż jakimś niepohamowanym wybuchom tęsknoty.

Emigracja jest dobra. Wyzwala w tobie taką siłę, o jakiej nawet nie miałeś pojęcia, że ją masz.

U mnie oczywiście zaczęło się małym załamaniem, ale z perspektywy czasu i ono było potrzebne. Oczywiście zawsze sporo wyjeżdżałam, więc wiedziałam, że może nie być łatwo, zwłaszcza na początku, ale Francja  przytłoczyła mnie swoją innością. Tym, że na wszystko trzeba mieć papier, najlepiej z tłumaczeniem przysięgłym. Że istnieje tysiąc urzędów od tysiąca innych spraw i główna rzecz, którą się zajmują to odsyłanie od jednego, do drugiego. Tym, że bez skończonych studiów lingwistycznych nie można pracować z językami, nieważne, jak dobrze by się w nich mówiło.  Tym, że nie ma szans na wynajęcie mieszkania bez 3 ostatnich pasków wypłaty i  opiniami od poprzednich wynajmujących, że jest się dobrym lokatorem. Było mi to wszystko bardzo ciężko przełknąć. Ale po początkowym szoku przychodzi stan ‘pogodzenia’ z zaistniałym stanem rzeczy. Człowiek uczy się cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości. W danym kraju czuje się gościem, wiec wie, że musi tolerować taki, a nie inny system i spróbować się w niego wpasować.

Ja zaczęłam od wychodzenia z native’ami. Tutaj bardzo pomocny okazał się, jak zwykle w takich okolicznościach, portal Couchsurfing. Okazało się na szczęście, że Francuzi to bardzo otwarty naród i są pierwsi do ‘rendez-vous’, zwłaszcza z kimś, kto nie jest stąd, bo są też przy okazji, bardzo ciekawi świata. Dzięki temu poznaje się ludzi i tworzy tym samym sieć kontaktów. Potem wszystko staje się łatwiejsze.  Z native’ami można ćwiczyć język, na dodatek lepiej niż oglądając jakąkolwiek francuską telewizję. Można dowiedzieć się wiele na temat codzienności życia we Francji. Dodatkowo, twoi nowi znajomi mają też swoich znajomych.  To, z kolei przydaje się zwłaszcza w przypadku szukania pracy. Nikt nie mówi, że odbywa się to natychmiastowo, ale wystarczy delikatnie napomknąć, że się takowej szuka. Oni mogą to potem napomknąć swoim znajomym, znajomi znajomym. Tak to się kręci. Według artykułu, który ostatnio wpadł mi w ręce, ponad 80% stanowisk we Francji jest obsadzanych na zasadzie réseau professionnel” czyli właśnie owej, nieodzownej sieci kontaktów. Dobrze mieć tego świadomość.  Dzieje się tak szczególnie w przypadku stanowisk dla  tzw. „cadres” – pracowników z wyższym wykształceniem, ubiegających się o samodzielne, a nieraz kierownicze funkcje. Informacje o wielu stanowiskach, na które firmy poszukują pracowników nie pojawiają się w ogóle w bazach urzędu pracy, ani wśród internetowych ogłoszeń, lecz w pierwszej kolejności krążą w obiegu odpowiednio dobranych sieci współpracowników, partnerów i znajomych. Pozwala to pracodawcy na oszczędność czasu – działy zasobów ludzkich nie muszą przekopywać się przez dziesiątki, a nieraz setki CV, jak dzieje się to w przypadku ogólnodostępnych ogłoszeń.  Dodatkowo osobista rekomendacja zaufanej osoby nie daje może stuprocentowej gwarancji satysfakcji z nowego pracownika, ale zmniejsza ryzyko wyboru niewłaściwego kandydata.

Uświadomiona artykułem, ruszyłam więc, tym chętniej, w miasto !

Dzisiaj, mogę więc z pełną odpowiedzialnością podzielić się zasadami, które ukułam sobie w głowie przez 2,5 miesiąca pobytu, które mam zamiar stosować w swoim codziennym życiu i które sama bym chętnie od kogoś usłyszała przed wyjazdem, żeby oszczędzić sobie niepotrzebnej frustracji.

1) Nie bój się – bez względu na to, co teraz myślisz – dasz sobie radę i wszystko będzie dobrze

2)  Myśl pozytywnie – jeśli będziesz zakładać, że Ci się uda to na pewno tak będzie ; pozytywne myślenie tworzy Twoją pozytywną rzeczywistość i powoduje, że masz większe szanse na powodzenie Twoich wszelakich działań

„Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli”. 
Marek Aureliusz 

3)    Wyjdź do ludzi – zamiast siedzieć w kącie żaląc się nad upadkiem swojego statusu społecznego, nawet choćby sporo to kosztowało (psychicznie!), kiedy opadnie pierwszy stres, okaże się, że ludzie są naprawdę sympatyczni i pomocni

4)    Bądź pozytywnym ekstrawertykiem, tylko w ten sposób możesz sam sobie pomóc – mało kto będzie miał ochotę utrzymywać kontakty z osobą nieustannie użalającą się nad swoim losem i skarżącą, że nie może znaleźć pracy ; jednak po przedstawieniu się od dobrej strony i zdobyciu zaufania nowych znajomych warto dać im do zrozumienia, że szuka się pracy, podając swoją branżę i specjalność – nigdy nie wiadomo, kto kogo zna i w której firmie lub instytucji szykuje się rekrutacja

5)    Spokojnie, powoli i konksekwetnie staraj się opanować język danego kraju – bez niego zginiesz ! – wbrew temu, co twierdzą niektórzy, znajomość języka kraju zamieszkania jest bardzo ważna i potrzebna niezależnie od tego, jakie ma się plany i ambicje

6)    Daj sobie czas – nie od razu Rzym zbudowano – te same rzeczy przychodzą jednym szybciej, a drugim wolniej, wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, bądź więc łaskawy dla siebie i nie obwiniaj się, że nie potrafisz zapamiętać ‘tamtego słówka’, w końcu Ci się uda

7)    Nie oczekuj za dużo – nie zakładaj np. że od razu znajdziesz pracę, czasami może to trwać tygodniami, miesiącami, nawet latami… czasami nie ma się na to za dużego wpływu, można tylko próbować, próbować i jeszcze raz próbować, przy okazji licząc na to, że się uda

8)    Nie bój się rewolucji – chciałeś pracować w swoim zawodzie, a okazuje się, że Twój dyplom jest za granicą nieważny? Chcesz pracować w innej branży niż pozwala Ci na to Twoje wykształcenie? Idź na studia, idź na kurs, zrób to ! Whatever it takes, na naukę i na zmiany nigdy nie jest za późno

Bonne journée ! :)

change

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *