faith is a funny thing…

 

“At the end of the day faith is a funny thing. It turns up when you don’t really expect it. It’s like one day you realize that the fairy tale may be slightly different than you dreamed. The castle, well, it may not be a castle. And it’s not so important happy ever after, just that its happy right now. See once in a while, once in a blue moon, people will surprise you , and once in a while people may even take your breath away.”

 

Poszukiwanie swojego  ‘ja’ jest trudne. Zwłaszcza, jeśli jest się mną. Moje ja jest dobre w wielu rzeczach, szybko się uczy, a walka z wiatrakami nie tylko go nie przeraża, ale wręcz uczyniło z niej swoją specjalność. ‘Ja’ Nie poddaje się specjalnie łatwo, czasami trochę traci wiarę, ale dzięki dobrym ludziom wokół szybko ją odzyskuje. Ja może być kimkolwiek i spełniać się w tym z taką samą radością, o ile będzie mogło w swojej profesji mieć kontakt z ludźmi, najlepiej z różnych miejsc i mówiących w różnych językach i czasami udawać się w te różne miejsca, najlepiej w celu załatwienia spraw nie cierpiących zwłoki. Moje ‘ja’ lubi wyzwania, zwłaszcza takie, którym myśli, że nie podoła na, a potem okazuje się, że jednak dzięki uporowi i pracowitości wychodzi z nich obronną ręką. ‘Ja’ to tytan pracy, szkoda tylko, że jest idealistą i cierpi na chroniczny problem z podejmowaniem decyzji, zwłaszcza tych dotyczących jego własnego losu.

I tak oto ‘moje ja’ znajduje się dzisiaj na rozdrożu dróg.

Może zostać logistykiem, taka szansa pojawiła się na horyzoncie zupełnie przypadkowo, nieproszona, po prostu zjawiła się i już. A teraz wisi nad ‘ja’ i wymaga od niego podjęcia decyzji. A ja się zastanawia, czy go to interesuje, czy się w tym spełni, czy będzie mógł to robić do końca życia bez poczucia znużenia. Ja to marzyciel. Chciałby robić coś, co go interesuje. Chciałby zmieniać świat na lepszy. Chciałby rozmawiać z ludźmi, ale nie tylko powierzchownie w stylu small-talk’ów o pogodzie, ‘ja’ chciałby wiedzieć co ich bawi, czego się boją i jacy są. Ja lubi ludzi. Uwielbia to, że każdy ma inną historię i reprezentuje sobą co innego,  podoba mu się to, że może komunikować się z tubylcami w ich języku, wie, że to lubią i wie, że jest dzięki temu bardziej poważany.  Ale ja chciałby też robić coś, co przynosi pieniądze, najlepiej dobre pieniądze, takie pieniądze bowiem kupują bilety do Nowej Zelandii,  rejs po Morzu Karaibskim i pieczoną świnkę morską w Argentynie. A na koniec dnia ‘ja’ nie chce niczego innego tylko poczucia, że cały świat jest na wyciągnięcie ręki, że robi <bum> i <bęc> i już ląduje na rajskiej plaży archipelagu Vanuatu i sączy drinka z orzecha kokosowego. Ja lubi doświadczać małych przyjemności w najróżniejszych miejscach. Lubi kawę w Starbucks’ie na lotnisku w Washingtonie z komplementarną ice water tuż po, lubi pójść na spacer po Central Parku, lubi wysłuchać koncertu fado na Maderze, lubi napić się Malagi w Maladze, lubi wejść na wulkan Teide na Teneryfie, lubi zjeść sushi w Japonii i lubi wspiąć się na Mur Chiński i powiedzieć ‘jestem’ machając w stronę satelit zawieszonych w przestrzeni kosmicznej, wiedząc, że go widać i że być może ktoś mu odmachuje… Podróże  to jego motywacja, to jedyne, czego chce pod koniec dnia poza czarnym nowofundlandem o imieniu Mister Darcy i jakimś przyzwoitym apartamentem do którego ‘ja’ mogłoby wracać między wojażami robić przepierki podróżniczego ekwipunku. Apartament mógłby się znajdować gdzieś w USA, tak, jak ‘ja’ robiące przepierki popijające przy tym najlepiej Blue Moon’a z plasterkiem pomarańczy. Takie życie brzmi dobrze. Ale życie nie jest bajką, powiecie. Przeciwnie, jest. Na dodatek to nasza bajka, a więc możemy z  niej zrobić to, czego chcemy. Tak wiec ja ma pełne prawo do takich marzeń. Kiedyś ‘ja’ chciało też mieć kogoś, kto będzie je bezgranicznie kochał. Dziś już ma takiego kogoś i jedyne w związku z czym, co pozostało mu na liście marzeń do spełnienia to ten cały świat, który może mieć, kiedy chce, z którym może poobcować i wracać do tego obcowania, kiedy dusza zapragnie. I ‘ja’ się nie podda, bo wie, że niemożliwe nie istnieje.

Więc ja chyba jednak zobaczy jak to jest, być tym logistykiem. Jeśli mu się nie spodoba zawsze przecież może zostać kimkolwiek innym. Nigdy nie będzie za późno, ci, którzy tak mówią, usiłują tylko wepchnąć ludzkie życie w jakieś dziwne ramy, które wydają im się dla tego życia odpowiednie, ale ‘ja’ wie, że te ramy to tylko wymówka, której inni od niego używają, żeby wytłumaczyć siebie, dlaczego nie sięgają po gwiazdy z nieba i nie spełniają swoich marzeń, które kiedyś spisali na kartce myśląc, że mogą wszystko. ‘Ja’ nie da się przygnieść rzeczywistości  i nigdy nie przestanie wierzyć w to, że może. Ja jeszcze kiedyś zamieszka na Florydzie i będzie wtedy z siebie bardzo zadowolony. Szczęśliwy, że się nie poddał, kiedy wszyscy inni to zrobili.

Ja będzie logistykiem. Nigdy nie jest za późno, by zacząć wszystko od nowa. I od nowa. I jeszcze raz od nowa.

‘Ja’ oczami wyobraźni widzi się za kilka lat i już wie, że będzie z siebie dumny. Dumny, że nie stracił wiary, gdyby było trudno i że wykorzystał szansę. Jeszcze nie wie, jak pokieruje nim los i wiara, ale wie, że ma do nich pełne zaufanie. One way, or another, he will get there.

Tego życzę mu i ‘ja’.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *